czwartek, 5 lutego 2015

Natsumi

Siedziałam w sali wykładowej, pochylona nad testem z łaciny. Był banalny i zrobiłam go w ciągu pięciu minut. Wiedziałam, że w każdej chwili mogę oddać kartkę i wyjść z klasy żeby mieć wolne popołudnie, a większość mojej grupy tak właśnie by zrobiła na moim miejscu, ale… problem w tym, że nie chciałam mieć wolnego popołudnia, a tym bardziej wracać do domu. Siedziałam, więc, gapiąc się bezmyślnie na wypełniony test i od czasu do czasu udając, że piszę, podczas gdy moje myśli powędrowały w stronę nieuniknionego.
Wiedziałam, że jak tylko wrócę do domu nie będę miała ani chwili spokoju. Przede wszystkim bliźniaczki zapewne wywiną mi jakiegoś psikusa już na „dzień dobry”, a potem będę musiała się zmierzyć z ojcem, który…
- Natsumi kończ już! – ostry głos profesora Goldmana wyrwał mnie z rozmyślań.
Zdezorientowana podniosłam głowę i rozejrzałam się po klasie. Nikogo nie było, a profesor już był w płaszczu i czekał na mnie przy drzwiach. Zmieszana zerwałam się z miejsca, zarzuciłam torbę na ramię i podeszłam do niego szybkim krokiem.
- Przepraszam, że zeszło mi tak długo profesorze – powiedziałam, wręczając mężczyźnie kartkę - Do widzenia.
Goldman tylko kiwnął mi niecierpliwie głową po czym oddalił się w stronę parkingu, gdzie stał jego stary, wysłużony sedan. Mnie się tak nie spieszyło. Noga za nogą powlekłam się śladami nauczyciela, ale zanim opuściłam progi uczelni, rozejrzałam się uważnie, szukając czy nie ma w pobliżu paparazzi, szukających jakiegoś haka na moją rodzinę. Gdy już byłam pewna, że jestem sama wślizgnęłam się na przednie siedzenie swojego Volvo i z ciężkim sercem ruszyłam w drogę.
Już po kwadransie zaparkowałam samochód w garażu, po czym spróbowałam przemknąć się chyłkiem do swojego pokoju. Dom wydawał się pusty i cichy, co było dziwne zważywszy, że bliźniaczki nie potrafiły usiedzieć pięciu minut we względnym spokoju. Poza tym willa zazwyczaj była przepełniona szanownymi gośćmi, z którymi warto się obecnie zadawać, a którzy zawsze wchodzili gdzie im nie wolno i wtykali nos w nie swoje sprawy. Dzisiaj nikogo takiego nie spotkałam i wbrew pozorom nie napełniło mnie to optymizmem.
Kiedy wreszcie otworzyłam drzwi swojego pokoju, w nadziei, że wykorzystam tą dziwną ciszę do nauki wszystko się wyjaśniło. Mianowicie cała rodzina rozsiadła się po kątach sypialni i oczekiwała mojego powrotu z grobowymi minami. Brakowało tylko Akiry, który mieszkał daleko, a poza tym byli tu wszyscy, łącznie z bliźniaczkami, które Ichiru musiał czymś przekupić żeby siedziały cicho. Zresztą menager rodziny musiał im obiecać coś wyjątkowego i wydać szczegółowe dyspozycje, bo dziewczynki od razu rzuciły się na mnie, niby to się przywitać, a tak naprawdę by uniemożliwić mi ucieczkę.
- Natsumi! – piszczały – Chodź! Musimy ci coś pokazać!
- No no, ktoś by pomyślał, że naprawdę się za mną stęskniłyście – mruknęłam, gdy prawie mnie przewróciły siłą rozpędu – Dobra dobra, już idę – dodałam głośnie, bo już zaczęły mnie ciągnąć w stronę łóżka – Co takiego chcecie mi pokazać?
- A bo wiesz, tatuś napisał scenariusz do nowego filmu… – zaświergotała jedna, niby to nieśmiało, a druga zaraz dokończyła:
- …a ty masz zagrać w nim główną rolę!
Po tych słowach w pokoju zapadła napięta cisza.
- Natsumi zgadzasz się, prawda? – nie wytrzymała w końcu mama.
- Nie – pokręciłam głową, ale do niej tak jakby to nie dotarło.
- No przecież nie zrobiłabyś tego ojcu i nie wystawiła go do wiatru – nawijała dalej – Przecież to, że wcześniej się nie dogadywaliśmy nie znaczy, że Ty…
- Mamo! – Przerwałam jej – Nie zagram w żadnym filmie choćby reżyser miał na koncie kilka Oscarów za swoje produkcje – zakomunikowałam stanowczo, co najwyraźniej zraniło ego ojca, który zerwał się z fotela i zbliżył się do mnie z wściekłą miną.
- Może i nie zdobyłem Oscara, ale Ty i tak zagrasz w tym filmie droga panno! – Wydarł się – Nie będziesz mi się tu stawiać i robić fochów tylko, dlatego, że…
- Mam studia! – przerwałam mu
- Zawsze mogą Cię z nich wyrzucić! Wystarczy jedno słowo! – pieklił się ojciec, ale to były groźby bez pokrycia bo przecież to byłby skandal gdyby córka znanego reżysera została wylana na zbity łeb. Doskonale zdawałam sobie z tego sprawę dlatego zamiast się szarpać i wykłócać chłodno wysuwałam kolejne argumenty:
– Za dwa tygodnie zaczynam praktyki, a to oznacza, że nie będzie mnie w domu całymi dniami. A kiedy już będę to zmęczona i to tak bardzo, że nawet kilo tapety nie poprawi mojego wyglądu. No wiesz: wory pod oczami czy blada cera nie są elementami nienagannego image'u aktorki.
O dziwo te argumenty zamiast ojca przekonać jeszcze bardziej go rozsierdziły. Zaczął wrzeszczeć, że jestem wyrodną córką, która pożałuje swoich postępków przeciwko rodzinie. Potem kazał wszystkim wyjść i zamknął mnie w pokoju żebym „nabrała trochę rozumu”. Byłam na to przygotowana i wręcz czekałam, kiedy to zrobi, bo wreszcie miałam spokój i wszystko, czego potrzebowałam. W końcu nie bez przyczyny wyposażyłam się w niewielką lodówkę z przekąskami i napojami, dzięki której mogłam nie opuszczać pokoju nawet przez parę dni, choć wątpiłam by ojciec tak długo wytrzymał. Podejrzewałam raczej, że za jakieś trzy godziny znowu przyjdzie się powyżywać.

Akira

Gdy tylko przejechałem przez automatycznie otwierającą się bramę, do moich uszu doszedł jakiś dziwny trzask i niemal równoczesny pisk. Od razu pomyślałem o jednym, dlatego też szybko zaparkowałem motor gdziekolwiek, byleby na równym i wbiegłem przez bezpośrednie boczne drzwi do domu. Czuć było niepokojący zapach, podobny do tego, jaki wlecze się wszędzie nad morzem. Gdy dotarłem do pokoju, z którego rozległ się hałas, na miejscu była już pokojówka Yumi, zakrywając dłońmi usta. Wyjrzałem przez jej ramię i zobaczyłem inscenizację chaosu - podłoga była zalana, wszędzie walało się szkło i podobne do na wpół płynnych glutów pływające mchy z rozbitego akwarium. Wszędzie też mieniło się od drobnych kryształków szkła a w epicentum tego wszystkiego stał i żałośnie miauczał Welon - czarnobiały kot przybłęda, który rezydował w moim domu od niecałego pół roku. Dopiero po chwili udało mi się zlokalizować większość zniszczonego akwarium - leżącą na boku za szafką z głównym zbiornikiem w asaście rozsypanego dookoła żwiru i zwiotczałych roślin. Na szczęście ryb do niego jeszcze nie wpuszczałem, choć miałem na to ochotę zeszłego wieczora. Siły niebiańskie jednak chronią niewinne stworzenia.
- Yumi, leć po Katsuko, natychmiast. I przynieś jakiegoś mopa. Na miłość bogów, rusz się, kobieto! - krzyknąłem, wchodząc powoli i ostrożnie na śliski grunt. Był to kolejny argument przemawiający za noszeniem butów na wysokiej koturnie. Welon miauczał cały czas, a ja zastanawiałem się, czy jego brak ruchu spowodowany jest szokiem, czy urazami. Gdy udało mi się do niego dotrzeć, zwierzę natychmiastowo skoczyło na mnie, wczepiając się mocno pazurami w moją kurtkę, aż poczułem ostre igiełki na skórze pod spodem. Skrzywiłem się z bólu, ale jakoś udało mi się wyjść z pomieszczenia i podać kota czekającej już z ręcznikiem Yumi. Welon początkowo nie chciał się ode mnie odczepić, ale w końcu nie miał wyboru i dał się postawić w ręczniku na pobliskiej szafce, by obejrzeć jego stan. Kilka ran, dwa wbite kawałki szkła, dziwnie przekręcona tylna łapa i nieustające wycie niedające się porównać z niczym.
Kątem oka sprawdzałem co chwilę, jak radzi sobie Katsuko ze sprawdzaniem i zabezpieczaniem pozostałych czterech akwariów. Pracował tu niemal od odkąd tylko nabyłem willę, z początku jako ogrodnik, ale wkrótce okazało się, że zdecydowanie więcej wie na temat roślin wodnych, niż tych rosnących na stałym lądzie, dlatego też został konserwatorem i opiekunem całej "aqasfery" domowej.
I właśnie w takim stanie totalnego rozgardiaszu zastał mnie mój lokaj Shunsuke z telefonem w towarzystwie starej kotki Lady Hamlet.
- Dzwoni pan Saaga - oznajmił dostojnie, po czym podał mi telefon. Wziąłem go jakoś bez przekonania, uspokajając drugą reką cały czas Welona.
- Czego? Zajęty jestem - fuknąłem, zapominając szczątkowej kurtuazji. Co też zostało mi od razu wytknięte. - Tak, tak, wiem. Mam pokiereszowanego kota uczepionego ręki i zalane pół piętra, więc pozwolisz, że na kawę umówimy się kiedy indziej.
- Jak to pół piętra?.. Dobra, nieważne. Potrzebuję cię natychmiast z posiadłości, bez dwóch zdań, bo Hiroshi-sama chyba szału dostanie zaraz - usłyszałem początkowo zmieszany, a cały czas poddenerwowany głos w słuchawce.
- Nie mam jak, może innym razem - odpowiedziałem i w tym momencie Welon szarpnął się, dzięki czemu telefon wylądował na ziemi, a ja zdobyłem szramę przez pół policzka. Shunsuke posłusznie podniósł telefon i przystawił mi go do ucha. - Dobra, innym razem. Cześć! - wymruczałem, starając się nie pokazać przez telefon, jak bardzo boli mnie rana, po czym kiwnąłem głową lokajowi, że może mnie rozłączyć. - Dzwoń po weterynarza - dodałem jeszcze, po czym zająłem się zbieraniem Welona z podłogi.