czwartek, 5 lutego 2015

Akira

Gdy tylko przejechałem przez automatycznie otwierającą się bramę, do moich uszu doszedł jakiś dziwny trzask i niemal równoczesny pisk. Od razu pomyślałem o jednym, dlatego też szybko zaparkowałem motor gdziekolwiek, byleby na równym i wbiegłem przez bezpośrednie boczne drzwi do domu. Czuć było niepokojący zapach, podobny do tego, jaki wlecze się wszędzie nad morzem. Gdy dotarłem do pokoju, z którego rozległ się hałas, na miejscu była już pokojówka Yumi, zakrywając dłońmi usta. Wyjrzałem przez jej ramię i zobaczyłem inscenizację chaosu - podłoga była zalana, wszędzie walało się szkło i podobne do na wpół płynnych glutów pływające mchy z rozbitego akwarium. Wszędzie też mieniło się od drobnych kryształków szkła a w epicentum tego wszystkiego stał i żałośnie miauczał Welon - czarnobiały kot przybłęda, który rezydował w moim domu od niecałego pół roku. Dopiero po chwili udało mi się zlokalizować większość zniszczonego akwarium - leżącą na boku za szafką z głównym zbiornikiem w asaście rozsypanego dookoła żwiru i zwiotczałych roślin. Na szczęście ryb do niego jeszcze nie wpuszczałem, choć miałem na to ochotę zeszłego wieczora. Siły niebiańskie jednak chronią niewinne stworzenia.
- Yumi, leć po Katsuko, natychmiast. I przynieś jakiegoś mopa. Na miłość bogów, rusz się, kobieto! - krzyknąłem, wchodząc powoli i ostrożnie na śliski grunt. Był to kolejny argument przemawiający za noszeniem butów na wysokiej koturnie. Welon miauczał cały czas, a ja zastanawiałem się, czy jego brak ruchu spowodowany jest szokiem, czy urazami. Gdy udało mi się do niego dotrzeć, zwierzę natychmiastowo skoczyło na mnie, wczepiając się mocno pazurami w moją kurtkę, aż poczułem ostre igiełki na skórze pod spodem. Skrzywiłem się z bólu, ale jakoś udało mi się wyjść z pomieszczenia i podać kota czekającej już z ręcznikiem Yumi. Welon początkowo nie chciał się ode mnie odczepić, ale w końcu nie miał wyboru i dał się postawić w ręczniku na pobliskiej szafce, by obejrzeć jego stan. Kilka ran, dwa wbite kawałki szkła, dziwnie przekręcona tylna łapa i nieustające wycie niedające się porównać z niczym.
Kątem oka sprawdzałem co chwilę, jak radzi sobie Katsuko ze sprawdzaniem i zabezpieczaniem pozostałych czterech akwariów. Pracował tu niemal od odkąd tylko nabyłem willę, z początku jako ogrodnik, ale wkrótce okazało się, że zdecydowanie więcej wie na temat roślin wodnych, niż tych rosnących na stałym lądzie, dlatego też został konserwatorem i opiekunem całej "aqasfery" domowej.
I właśnie w takim stanie totalnego rozgardiaszu zastał mnie mój lokaj Shunsuke z telefonem w towarzystwie starej kotki Lady Hamlet.
- Dzwoni pan Saaga - oznajmił dostojnie, po czym podał mi telefon. Wziąłem go jakoś bez przekonania, uspokajając drugą reką cały czas Welona.
- Czego? Zajęty jestem - fuknąłem, zapominając szczątkowej kurtuazji. Co też zostało mi od razu wytknięte. - Tak, tak, wiem. Mam pokiereszowanego kota uczepionego ręki i zalane pół piętra, więc pozwolisz, że na kawę umówimy się kiedy indziej.
- Jak to pół piętra?.. Dobra, nieważne. Potrzebuję cię natychmiast z posiadłości, bez dwóch zdań, bo Hiroshi-sama chyba szału dostanie zaraz - usłyszałem początkowo zmieszany, a cały czas poddenerwowany głos w słuchawce.
- Nie mam jak, może innym razem - odpowiedziałem i w tym momencie Welon szarpnął się, dzięki czemu telefon wylądował na ziemi, a ja zdobyłem szramę przez pół policzka. Shunsuke posłusznie podniósł telefon i przystawił mi go do ucha. - Dobra, innym razem. Cześć! - wymruczałem, starając się nie pokazać przez telefon, jak bardzo boli mnie rana, po czym kiwnąłem głową lokajowi, że może mnie rozłączyć. - Dzwoń po weterynarza - dodałem jeszcze, po czym zająłem się zbieraniem Welona z podłogi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz